niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział IX

Nie ma nikogo. Wszyscy przepadli.
Jak kamień w wodę.
Effie pomaga mi wstać i dojść do siebie. Zaprowadza mnie z powrotem do Matthew'a i poprawiają mi makijaż.
Droga na wywiady...
Boże trzymaj mnie. Nienawidzę z całego serca wszystkich ludzi którzy maczali w tym palce. Nawet jeżeli pisnęli chociażby słówko, które było w stanie doprowadzić do Igrzysk...
W sumię to jakimś cudem przegapiłam pierwsze pięć dystryktów. Jakoś zamyśliłam się. To wszystko przez teraźniejszość i przyszłość. A może powinnam pomyśleć o przeszłości? Jakoś tylko tam mam dobre wspomnienia.
A jakby dało się cofnąć czas?
Nie...
Lepiej nie mieszać.
Co miało się stać, stało się, co ma się stać, stanie się.
Jakoś trybuci z dystryktu szóstego, siódmego i ósmego mnie nie interesują, więc znowu odpływam w wspomnienia.
"-Piękne jest to słońce, nieprawdaż?- zapytał zamyślonym głosem mężczyzna.
-Magiczne!- odpowiedziała energicznie dziewczynka.
Słońce powoli znika za horyzontem.
-Ciesz się tym widokiem. Póki czas.
-Jak to?
-Słońce znika...
Zamilkł urywając. Wziął głęboki wdech i postanowił dokończyć:
-Nie wiesz, kiedy je znowu zobaczysz...Czy w ogóle je kiedykolwiek znowu zobaczysz."
Potem widzę już tylko wybuchy, latające odłamki i płaczące rodziny.
Wśród rodzin widzę tą samą dziewczynkę co przed momentem nad jeziorem. Stoi w objęciach starszej kobiety, a obok, również wtulona w kobietę, młodsza dziewczynka.
Już podczas ostatnich wspomnień zorientowałam się, że pomimo widzenia sytuacji jako trzecia osoba, to ja jestem tą małą marzycielką.
Tym razem wspomnienia nie były piękne, jak ze snu i idealne.
Chociaż tyle dobrze, że zdąrzyłam obudzić się na wywiad z Dziewiątką.
Najpierw idzie Peter.
Wchodzi na scenę pewny siebie, ubrany w zwyczajną koszulkę, a na to czarną marynarkę od garnitura. Spodnie również są czarne od garnitura. Ewidentnie jest to jego gust.
Brązowe włosy ma naturalnie rozczochrane. I dobrze. Nie wyobrażam go sobie w innej fryzurze.
Ceasar prowadzi go do białego fotelu, a ten grzecznie siada.
Najprawdopodobniej żaden trybut z wcześniejszych dystryktów nie buntował się, bo Ceasar ma bardzo dobry humor. Tak dobry, że to chyba nielegalne.
-Peter Donner!- krzyczy. Widownia wybucha oklaskami.
Na twarzy Petera widać zawstydzenie i zakłopotanie mimo, że próbuje je ukryć pod uśmiechem i brązową czupryną.
Ceasar siada na fotelu, a Peter na kanapie.
-A więc znowu na arenę...-zaczyna Ceasar.-Jak się z tym czujesz?
-Nie wiem, jak mam się czuć. Kapitol, Igrzyska i cała reszta tej chorej gry tak namieszały w moim życiu, że już nic nie wiem...- odpowiada bez namysłu Peter.
Ceasar się uśmiecha i żywiołowo komentuje to co powiedział:
-Ale wiesz, że Katniss nie jest ci obojętna!
Peter podnosi głowę i opiera się o oparcie kanapy. Unosi brwi i pyta lekko zszokowany:
-Co?
-Ha! Nie udawaj niewiniątka!- wykrzykuje przez śmiech Ceasar. Odwraca się w stronę wielkiego ekranu. Po chwili widać na nim mnie i Petera na dachu, jak trzyma mnie w talii, jak rozmawiamy...
Po chwili na tym samym ekranie widzę swoją twarz. Takiej siebie, to nigdy nie widziałam. Szok.
Twarz Petera wygląda wręcz identycznie.
-No i co na to powiesz?
Milczy.
-Hmm?
Milczy.
-Dobrze, może zmienię temat. Mam już jakąś strategię na arenę?
Peter wraca do normalności, wypuszcza powietrze z ulgą i z uśmiechem odpowiada:
-A kto powiedział, że idę na arenę?
Ceasar patrzy na niego z lekkim niedowierzaniem, a ten wstaje, kłania się i od tak wychodzi.
Przynajmniej koniec był zgodny z planem.

-Gale został w Dwunastce, mnie nie chcesz znać, więc trzeba sobie znaleźć kolejnego, tak? Nie masz nikogo innego do manipulacji?- pyta za moimi plecami Peeta.
- Odwal się.
-Oj, jak przykro. Teraz całe Panem się dowie, jaka jesteś FAŁSZYWA!- wykrzykuje prosto w moje plecy.
Gwałtownie się odwracam i uderzam Peetę prosto w twarz. Pięścią.

Popycham go na podłogę i odchodzę na pięcie.
Peter już wrócił ze sceny i niestety, czy tam stety, zobaczył całą sytuację z Peetą.
Chcę wyjść z sali, jednak ten mnie chwyta i zatrzymuje.
-Kat, tak nie można- mówi spokojnym głosem.
-Tsa...-krótko odpowiadam, po czym dodaję- Nawet nie wiesz, jak to wszystko mnie boli. Jak źle jest usłyszeć coś takiego- mówię ze skruchą powstrzymując łzy. Nie chce wyjść na słabą. Nie chce niszczyć makijażu.Nie chce dać satysfakcji Peecie.
-Oj, chodź tu- mówi i wyciąga ręce w moją stronę. Nim się obejrzę jestem w jego ramionach.
Ale.
Nic do niego nie czuję.
Ja kocham Gale'a.
On jest po prostu wsparciem.
Jedynym wsparciem.
Tylko na niego i Effie mogę teraz liczyć.
Przykre.
Stoję tak w jego ramionach aż nie nadchodzi pora na wywiad z Peetą. Tak, przez 5 wywiadów, czyli 15 minut stałam wtulona w Petera.
Kiedy wchodzi na scenę, wciąż jestem odwrócona w stronę Petera, tyłem to ekranów. Odwracam się w momencie, kiedy Petet wybucha śmiechem.
-Nieźle go urządziłaś.
Przyglądam się i widzę Peetę z niebieskimi i zielonymi, a nawet fioletowymi prześwitami pod toną pudru.
Lekko chichoczę i stwierdzam, że od ostatniego czasu nie panuję nad rękoma.
-Dziwne, że wcześniej panowałaś. Ja bym ich wszystkich już dawno pozabijał.
***
-Ooooo! Peeta! Co Ci się stało?- pyta Ceasar.
-A nic takiego. Mały wypadek-mówi i ręką przykrywa podbite oko.
-Boże- syczę. Bo to w końcu aż żałosne.
-Spokojnie- szepcze mi do ucha Peter.
Jestem mu wdzięczna za to. Jedno słowo z jego ust i automatycznie całe moje ciało się odpręża i uspokaja.
Magia.
-Jak się czujesz z tym, że Katniss ma nie tylko ciebie jako obiekt westchnień?
Peeta przybiera cwaniacki uśmiech, a we mnie już wszystko buzuje. Biorę głęboki wdech, przetrzymuje na chwilę powietrze i robię tak, nie wiem, może ze trzy, cztery razy. Zaczyna mi się kręcić w głowie, więc przestaje.
-Ja obiektem westchnień Katniss? Haha! Ja ją kochałem, a ona po prostu zabawiła się mną i całą resztą Panem!- zaczyna. Gwałtownie ruszam w stronę wejścia na scenę, żeby go udusić własnoręcznie.
Oczywiście, jako że nie mogę NIGDY robić tego co chcę Peter chwyta mnie i odciąga.
-Szlag mnie zaraz trafi! Na miłość boską!- wykrzykuję.- Puszczaj mnie!
Nagle tracę grunt pod nogami. Czy ja latam? Szybko się uspokajam i staram zorientować się w mojej sytuacji.
Peter mnie niesie. Nie no fajnie.
TYLKO CZEMU AKURAT TERAZ ZACHCIAŁO MU SIĘ MNIE PODNOSIĆ???
Zrezygnowana już się nie próbuje wydostać i ostatkiem sił wykrzykuję:
-PUSZCZAJ DO CHOLERY!
Peter stawia mnie na ziemię, staje za mną i chwyta za obie ręce.
-Nie ma za co- mówi.
Miałam zamiar odpowiedzieć coś w stylu "Utop się", albo "Niech cię piorun strzeli", ale postanowiłam milczeć.
-Pewnie teraz, skoro jej KUZYN, Gale został w Dwunastce próbuje zmanipulować tego Petera. Naiwny. Ale w sumię to chyba nawet do siebie psują. Peter to taki...Idiota. Aż mi go szkoda- nie odpuszcza Peeta. Ukradkiem zerkam na Petera. Jego twarz spoważniała. Mocniej ścisnął moje ręce.
-Wszystko w porządku?- pytam cicho.
-W jak najlepszym- odpowiada obojętnie wpatrzony w ekrany.
-A Katniss...Słodka, słodka Katniss...-mówi to niczym te złe charaktery z bajek dla dzieci.- Nasza Katniss okazała się zwyczajną dziwką. Ja, Gale, Peter i wiele innych, których zapewne ma na boku z czasem się o tym przekonają!
-Uuuuu-słychać od strony widowni.
-Suka. I tyle.
Peter wyrwał się tak szybko, a za razem tak gwałtownie, że trudno było się zorientować, czy już jest na scenie, czy dopiero rusza.
-Peter, zostaw!
-Katniss, przepraszam, ale przekroczył wszelkie granice- odpowiada w szybkim kroku.
Dopada Peetę i ten jego cwany uśmieszek. Dalej to po prostu chwila. Zrzuca go z sofy, okłada pięśćmi i mówi coś pod nosem. Jego twarz jest taka...obojętna, ale lekko widać determinację i wściekłość.
Stoję i patrzę się na to wszystko. Ani drgnę.
Ochrona odciąga Petera od Peety z dość dużymi trudnościami. Dziwne. Peter wydaje się taki chudy i drobny przy dwóch potężnych ochroniarzach, a jednak jest silniejszy od nich. W sumię mogłam się domyśleć, że jest silny, bo mnie podniósł bez zbędnych problemów.
Kapitol jest wniebowzięty.
-Nie będziesz obrażał żadnej kobiety, ROZUMIESZ?!- krzyczy Peter z daleka. Chwilę potem już go nie widać.
Peeta wstaje.
To jest silniejsze ode mnie. Podbiegam do niego i się pytam czy wszystko dobrze.
-Tak...Tylko uspokój tego swojego chłoptasia...
-On nie jest moim chł...
-Oj, nie zgrywaj już takiej cnotki. Każdy wie, jaka jesteś.
Podnosi się cały i chwyta mnie za rękę i ściska coraz mocniej i mocniej.
-Puść mnie- mówię podnosząc głos i próbując wydostać rękę.
-Spokojniej, Katniss. To tylko taki odwet za to podbite oko i to, co teraz mi zrobił twój Peter.
W sumię, to Peeta nie wygląda za ciekawie. Leje mu się krew z nosa, ma podbite jeszcze bardziej to oko, podartą marynarkę od garnituru, przeciętą wargę...
Zaciska jeszcze mocniej rękę i czuję, jak moje kości się sypią.
Ból jest okropny, a kiedy puszcza, jeszcze gorszy.
Ale nie daję po sobie tego poznać. Jestem silna. Jestem silna. Jestem silna.
Ceasar staje obok mnie i już wiem, o co chce zapytać, więc szybko odpowiadam:
-Nie, nie będę odpowiadać na żadne pytania-mówię szybko i zdecydowanie, po czym przypominam sobie nasz plan (tj. Mój i Petera) i szybko dodaję- Nie, nie mam żadnej strategii. Nikt nie powiedział, że będę uczestniczyła w Igrzyskach. Nikt już nie będzie mi mówił, jak mam żyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz