piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział VIII


Miłej lekturki :D
~
Następny rozdzial..
Nie wiem kiedy będzie.
Teraz koniec roku i te sprawy, potem w ten sam dzień co zakończenie jadę na kolonię...
Jakoś to będzie :D
__________________________________________

Dzisaj jadę do Kapitolu. W związku z jakimiś problemami, których nikt nie ujawnił, w jednym pociągu mają jechać wszyscy zwycięscy z dwóch dystryktów.
Jako iż Dziesiątka i Dziewiątka są mocno skłócone, Dwunastka jedzie z Dziewiątką, a Dziesiątka z Jedenastką. W pozostałych dystryktach jest normalnie. Ósemka z Siódemką, Szóstka z Piątką, Czwórka z Trójką i Dwójka z Jedynką.
Nie znam nikogo z Dziewiątki. Będą to trzy długie dni. W takich chwilach żałuję, że nie mieszkam w bliżej położonych Dystryktach.
Spędzam ostatnie chwile z Gale'em. Nic nie robimy, tylko siedzimy nad jeziorem. Chcę spędzić tu jak najwięcej chwil. Mam z tym miejscem tyle wspomnień...Płakać mi się chce na myśl, że ostatni raz tutaj jestem.
-Postarasz się wygrać?
-Nie...
-Katniss błagam. Spróbuj wrócić. Dla mnie.
Na pewno od razu nie umrę. Człowiek zawsze zrobi wszystko, byle by przeżyć. Taka jest natura ludzka.
Niesamowite, co z człowiekiem potrafi zrobić nadzieja.
-Musimy już iść...- mówię.
                                                                     ***
Idziemy na dworzec. Nie muszę brać ubrań, bo dostanę je w Kapitolu.
Stoimy i czekamy na pociąg. Przytulamy się po raz ostatni.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham- mówię szeptem cicho szlochając.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałem to usłyszeć- odpowiada.
Podjeżdża pociąg. Stoimy jeszcze chwilę wtuleni w siebie po czym wydostaję się z objęć Gale'a.
-To już koniec...- mówię odchodząc. On jednak mi nie pozwala na to. Podbiega, chwyta mnie za ręce i przyciąga najbliżej jak się da.
- Udowodnij, jaka jestes silna. Niech świat się dowie.
Całuje mnie i puszcza. Wchodzę do pociągu i odwracam się w ostatniej chwili, żeby go zobaczyć ostatni raz.
Zatrzaskują się drzwi i odjeżdżamy.
Czuje ból w sercu. Do końca dnia siedzę w swoim pokoju. Nie chcę nikogo widzieć.
Pokój nic się nie zmienił. Kolor ścian, ułożenie mebli... Mogliby chociaż dać na ścianę jakiś obraz, żeby nie były takie puste.
Z tym pokojem mam najgorsze koszmary. To tutaj budziłam się z krzykiem. To tutaj widziałam niejednego zmiecha. To tutaj teraz jestem i przeżywam wszystko od nowa po raz trzeci. Siadam na łóżko i
siedzę tak do postoju. Jesteśmy w Dziewiątce. Chcę spędzić jak najmniej czasu w tym pokoju, a że gorszym dla mnie jest patrzenie Peecie i reszcie w oczy, jestem na niego skazana. Szybko biegnę do wyjścia i wyskakuję z pociągu. Mam 15 minut. Idę przed siebie z twarzą skierowaną w dół.
O niczym nie myślę. Mam pustkę w głowie. Może to i dobrze...
Nagle czuję uderzenie. Upadam na ziemię. Nieznajomy pomaga mi wstać.
-Bardzo przepraszam- mówię zdezorientowana.
-Spokojnie, nic się nie stało- odpowiada. Otrząsam się i spoglądam na obcego.
Widzę jego oczy w świetle lamp. Są zielone, głębokie...
Jest w nich magia. Nie mogę przestać się na nie patrzeć. Zaczarowały mnie.
Szok. Nie należę przecież do dziewczyn, które przypadkiem wpadają na przystojnych chłopaków.
-Peter- mówi i wyciąga do mnie rękę. Szybko dochodzę do siebie i odpowiadam:
-Katniss.
-Ooo, to ty! W pół morku nie poznałem ciebie. A gdzie Kochaś? Albo twój rzekomy kuzyn.
-Nie wiem. Jakoś mnie nie interesuje Peeta. Gale został w Dwunastce...
-Jak przykro- mówi z udawanym smutkiem.
-Ta. Bardzo- odpowiadam z irytacją. Już chcę odejść, kiedy Peter chwyta mnie za rękę i mówi:
-Jeszcze się spotkamy. Obiecuję. A wtedy nie będzie możliwości ucieczki.
[(-Grozisz mi?? :X )]
Puszcza mnie i odchodzi w ciemność. Stoję jeszcze chwilę nieruchoma, po czym słyszę komunikat, że za chwilę będzie odjeżdżał pociąg. Idę szybkim krokiem w stronę pociągu i można powiedzieć, że w ostatniej chwili wbiegam do niego.
                                                                     ***
Przez następny dzień podróży nie wychodzę na żaden posiłek. Zamawiam je do pokoju i jem w spokoju.
W między czasie przychodzi Haymitch, żeby powiedzieć mi strategię, jednak go wyganiam mówiąc, że sama sobię poradzę. W końcu to ja jadę trzeci raz na arenę. On był tylko raz.
Po głowie chodzi mi wciąż pożegnanie Petera. "Jeszcze się spotkamy.Obiecuję. A wtedy nie będzie możliwości ucieczki" Co miał na myśli? Co chciał mi przekazać chłopak o magicznych, zielonych oczach? Co chciał mi przekazać chłopak o rozwianych brązowych włosach? Wpadłam na niego przypadkiem. Chyba, że zaplanował to...Nie, przecież mnie na początku nie poznał.
Wieczorem dojeżdzamy do Kapitolu. Tłum jest wprost wniebowzięty. Sięgają rękami byle by dotknąć pociągu. Krzyczą, gwiżdżą...Idioci.
Wychodzimy z pociągu. Ja, Peeta, Haymitch i dwoje zwycięzców z Dziewiątego Dystryktu. Wszyscy pałamy nienawiścią do mieszkańców Kapitolu, co można stwierdzić po reakcjach. Odsuwamy się od sięgających w naszą stronę rąk.
Kiedy docieramy do Ośrodka Szkoleniowego wszyscy automatycznie wiedzą, gdzie mają iść.
Wchodzę do windy wraz z Peetą, Hamitchem i Molly- zwyciężyła 65 Igrzyska Śmierci. Miała wtedy zaledwie 15 lat. [( Czyli teraz ma 27 :D )]
Ma blond włosy po pas związane w kucyka i niebieskie oczy niczym morze. Stoi wpatrzona w jedną z ścian. Peeta nie widzi niczego, prócz niej. Widać, jak mierzy ją wzrokiem.
Wcale nie jestem zazdrosna...
Zatrzymujemy się na 9 piętrze i Molly wychodzi z windy.
Dojeżdzamy do 12 piętra i pierwsze co chcę zrobić po otworzeniu się drzwi to wybiec do swojej sypialni.
Nadchodzi wymarzona chwila i drzwi się rozsuwają. Już widzę siebie, jak biegnę, ale to nie następuje. Czuję szarpniecie i gwałtownie się obracam.
-Puszczaj!- krzyczę do Haymitcha.
-Katniss uspokój się. Musimy porozmawiać. Wszyscy.
-Z nim na pewno nie będę rozmawiać!- odpowiadam wskazując wzrokiem Peetę.
-Musisz.
-Nic nie muszę- mówię to ze spokojem.
-Musisz!- zaczyna się denerwować.
-NIC NIE MUSZĘ!
Nim się obejrzę, Haymitch leży na podłodze. Peeta patrzy na mnie z niedowierzaniem.
-Co się tak patrzysz? Kobieta nie może uderzyć?- mówię i wychodzę. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam uderzając Haymitcha w twarz, ale teraz przynajmniej będzie wiedział, że z Katniss Everdeen się nie zadziera. I tak nie uderzyłam go mocno. Był pijany, więc sam sobie pomógł.
W pokoju pierw się myję, zjadam tyle jedzienia, że się ledwo ruszam i kładę spać. W nocy męczą mnie koszmary. Staram się je ignorować, jednak ledwo zasypiam, a już mnie budzą. Zrezygnowana postanawiam iść na dach Ośrodka Szkoleniowego. Tam będę mogła przynajmniej w pewnym stopniu odpocząć, bo ze swoją sypialnią mam złe wspomnienia.
Idę korytarzem, aż dochodzę do schodów. Wchodzę na dach i biorę głęboki wdech. Czuję jak chłodne powietrze wnika we mnie. Podchodzę bliżej barierki i rozglądam się na około. Kapitol nocą jest piękny.
-Magiczny jak oczy Petera- mówię szeptem wbrew swojej woli. Szybko zatykam usta rękami. Nie chciałam tego powiedzieć na głos. Szybko się rozglądam na wszelki wypadek, czy nikt nie usłyszał.
Kiedy dochodzę do wniosku, że na dachu nie ma żywej duszy, prócz mnie, ponownie się odwracam i podziwiam Kapitol.
 Nagle czuję, że ktoś mnie łapie w tali. Raptownie się odwracam i widzę magiczny Kapitol. Albo raczej  oczy Petera.
-Dziękuję- odpowiada uroczo uśmiechając się. Wyrywam się z objęć, ten jednak nie puszcza.
-Tylko mnie nie uderz- dodaje.
Zrezygnowana stoję i patrzę w jego oczy.

"Ciepły poranek w Dwunastym Dystrykcie. Nad jeziorem siedzi mała dziewczynka , a obok niej siedzi starszy pan zadziwiająco podobny do niej. Nagle z jego ust wydobywają się słowa:
-Podoba ci się, córciu?- pyta zatroskanym głosem.
-Bardzo. Nigdy nie widziałam tak magicznego miejsca- odpowiada dziewczynka. Ma brązowe, rozpuszczone włosy. Sięgają jej aż za pas. Oczy przypominają szarą przepaść. Są bezimienne. Widać w nich jednak tą iskierkę nadziei, która nie gaśnie.
Dziewczynka podchodzi do tafli wody i dokładnie się jej przygląda.
-Co tam widzisz kochanie?- pyta mężczyzna.
-Widzę odbijające się chmury i słońce!"


Urywa się moja podróż w przeszłość.
Teraz już wiem, że tą dziewczynką byłam ja, a starszym mężczyzną mój ojciec. Świętej pamięci ojciec.
-Mówiłem, że jeszcze się spotkamy- kończy moje rozmyślania. Wciąż jestem lekko oszołomiona, więc zbieram myśli i przypominam sobie co tak właściwie się stało.
-Ale jak ty...Skąd...- mówię zdziwiona jak nigdy.
-Magia- odpowiada szczerząc śnieżno-białe zęby.
Jest w nim coś ... jednak nic do niego nie czuję. Ja kocham Gale'a.
-Ty wygrałeś Igrzyska? Które?- pytam.
-Może nie skojarzyłaś. Peter Donner- mówi. Widząc mój pytający wyraz twarzy kontynuuje:
-Zwycięzca 71 Igrzysk.
Chwilę myślę, aż w końcu sobie przypominam.
-To ty robiłeś te pułapki...- mówię z zachwytem.
Podczas 71 Igrzysk Śmierci Peter ogółem ciągle siedział na drzewach i robił pułapki. Niezawodne pułapki. Nikt do teraz nie ma pojęcia, jak powstały. Robił je bardzo szybko i zazwyczaj w ukryciu...Wszystko z roślin i ziemi.
Zrobił jedną, niby banalną do zobaczenia i ominięcia, a złapał w nią 5 trybutów. Naraz. Przesądni chcieli go spalić na stosie po tym, jak wrócił z areny.
-To jak...Będziemy razem na arenie, tak?
Lekko przytakuję uciekając wzrokiem. Jest w jego oczach coś co przyciąga, a za razem wzbudza ciarki ze strachu.
Uwalnia mnie od swoich rąk, robi mały krok w tył, po czym pewny siebie pyta:
-Może sojusz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz