czwartek, 1 maja 2014

Rozdział V

 Przepraszam za ten rozdział :C
Nudzę, nudze i jeszcze raz nudzę.
Ale obiecuję, że następny rozdział będzie ciekawszy i dłuższy :D
 ______________________________________________
Podnoszę głowę i rozglądam się po pokoju. Nikogo nie ma. Dziwne, bo myślałam, że od razu wezmą mnie za jakąś psychopatkę. Próbuje wstać popierając się na rękach, jednak nie jestem w stanie tego zrobić. Ból w lewej ręce jest okropny. Kładę się z powrotem i zerkam na nią. Pełno szwów. No tak. Przecież mnie uratowali. Znowu dopada mnie bezsilność. Chciałam żyć spokojnie, nie. Jadę na Igrzyska. Chciałam umrzeć, nie. Muszę żyć. Muszę żyć, po to, żeby zginąć. Taka jest logika Kapitolu.
Jestem po prostu pionkiem w grze nazywanej "Życiem".
Wpatrzona w sufit i zamyślona nawet nie zauważam kiedy wchodzi Haymitch. Jest wściekły. Widzę to. O dziwo jest trzeźwy.
-Na cholerę chciałaś się zabić -zaczyna nieprzyjemnie. Już chce odpyskować, jednak on nie daje mi
dojść do słowa szybko dodając:
-To było pytanie retoryczne.
- Po co tu przyszedłeś? Chcesz mi narobić wyrzutów, czy pomóc w kolejnej próbie zabicia się?
Z jego twarzy znika zawzięcie. Najprawdopodobniej zrozumiał co tak właściwie chciałam osiągnąć przez samobójstwo. Siada na taborecie i odpowiada:
-Przyszedłem ci wszystko wytłumaczyć.
-No to czekam -mówię obojętnie.-Zamieniam się w słuch- kończę.
- To nie będą w stu procentach te Igrzyska, które organizowano przez 75 lat. Cały pomysł możemy zawdzięczać Paylor i Plutarchowi.
Paylor i Plutarch... A ja, głupia im ufałam. Myślałam, że są po mojej stronie. Że są przeciwko Igrzyskom Śmierci. Niesamowite, jak człowiek może się mylić.
-Chcą w ten sposób podziękować wszystkim ofiarom powstań, igrzysk i bombardowań- kontynuuje.
-Czyli chcą kolejnych ofiar, żeby...Przecież to jest nielogiczne.
-To jest logika Kapitolu, Katniss- odpowiada. [(To je logika Kapitol, tego nie ogarniesz xD)] Chwilę milczy zastanawiając się, co powiedzieć- Pomijając. Wprowadzą wiele zmian. Nikt nie wie czego się spodziewać.

***

Peeta wchodzi do pokoju wraz z lekarzem. Nim się obejrzę, stoją koło mojego łóżka.
Lekarz bada mnie stetoskopem. W sali panuje grobowa cisza mimo to, że jest nas tutaj czwórka. Dziwnie się czuję. Wszyscy tylko co chwila zerkamy na siebie, aby zobaczyć co kto robi.
Ciszę przerywa lekarz wzdychając. Jak na człowieka było to bardzo głośne wdechnięcie. Chwilę po tym zaczyna:
- Tachykardia. 
Wszyscy patrzymy się na niego otępiałym wzrokiem. Chyba zrozumiał nasz przekaz, bo zaczyna tłumaczyć, co to tachykardia.
-Tempo bicia serca ponad 100 uderzeń na minutę. Czyli tachykardia. Najczęściej nie są niebezpieczne. Powoduje zawroty głowy, a nawet omdlenia. Do przyczyn może należeć podniesienie adrenaliny, albo stres, co jest najbardziej prawdopodobne w pani przypadku.
Ściąga stetoskop z swojej szyi, kładzie go na półce i ponownie podchodzi. Karze mi przejść na wózek. Waham się, ale w końcu siadam na niego. Haymitch pcha wózek i już prawie jesteśmy przy drzwiach na korytarz, kiedy Peeta spanikowany podbiega i chwyta za wózek. Wszyscy się na niego patrzymy.
-Gdzie ją bierzecie? -szybko pyta.
-Eh.-Wzdycha lekarz.- Biorę ją na badanie. To długo nie potrwa. Spokojnie.
Peeta patrzy się na mnie, dopóki nie zamykają się drzwi.
Po badaniu wracam z Haymitchem do sali. Jedziemy korytarzem, który jest pusty. Ani jednej żywej duszy.
-Czemu Peeta nie mógł z nami iść?
-Sieje zbędną panikę.- odpowiada.
Kiedy wjeżdżamy do sali widzę Peetę siedzącego na moim łóżku i nerwowo ruszającego palcami. Automatycznie widząc nas zrywa się i pyta:
-I co? Wszystko dobrze?
-Na razie jeszcze pożyje-odpowiada żartobliwie Haymitch.
-Ja się poważnie pytam...-mówi Peeta spuszczając wzrok.
-Lekarz powinien za niedługo przyjść i powiedzieć co z Katniss. Teraz pozwólcie iż się oddalę.- Mówiąc to podchodzi do szafki i chce wyjąć kolejną butelkę z alkoholem, jednak tam nic nie ma. Zdziwiony pyta się:
-Nie wiecie przypadkiem co się stało z zawartością tej szuflady?
Peeta i ja uśmiechamy się pod nosem i kręcimy przecząco głową.
-Dobrze-mówi jeszcze bardziej zdziwiony.-W takim razie wychodzę z pustymi rękoma.
Odprowadzamy wzrokiem Haymitcha do drzwi po czym patrzymy się na siebie. Peeta podchodzi i siada na moim łóżku, tuż obok mnie. Wzdycha i łapie mnie za rękę.
-Błagam, nie rób więcej tego.
-Czego?
-Nie zostawiaj mnie.

3 komentarze:

  1. Za co przepraszasz ?! Rozdział bardzo ciekawy :D Pisz dalej!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na kolejny rozdział każdy jest ciekawy =)
    Mam jeszcze pytanie. Jakbyś nazwała swoją cześć Igrzysk?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze, to nie mam zielonego pojęcia xD
      Nie myślałam nad tym...
      Pomyśli się, jak fabuła się rozwinie itd., bo teraz, kiedy to jest dopiero początek, to jest raczej bez sensu ;)

      Usuń