sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział III

Prezent od zajączka z okazji Wielkanocy w postaci III rLodziału :D Mam nadzieję, że wam się spodoba. Jest krótki, za co przepraszam :o Komentujcie i miłego czytania.
__________________________________________
Leżę na dnie głębokiego grobu, a wszystkie znane mi z imienia nieżyjące osoby podchodzą i sypią na mnie po łopacie popiołu. Tortury są dość długie, podobnie jak lista umarłych. Wszystko jest ciemne. Im głębiej jestem zagrzebana, rym trudniej jest mi oddychać. Usiłuję wołać, błagam, żeby przestali, ale popiół wypełnia mi usta, więc nie mogę wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Nagle widzę Glimmer. Bierze łopatę pełną rozżażonego popiołu i sypie mi go prosto na twarz. Nic nie widzę. Czuję, że ktoś, albo coś trzyma mniw za rękę. Ściska coraz mocniej i mocniej...
Nagle biorę głęboki wdech.  Czuję ogromną ulgę. Cały popiół, który mnie pogrzebał, momentalnie znikł. Mam wrażenie, jakby tuliły mnie obłoki.
Moja podróż przerywa jednoznaczny krzyk:
-MAMY JĄ!
Niezwykle szybko powracam do rzeczywistości. Wnioskuję to po ogromnym bólu przeszywającym moją klatkę piersiową. Pulsujące skronie też dają się we znaki. Jestem tak słaba, że ledwo udaje mi się zacisnąć powieki z bólu i rażącego, białego światła. Udaje mi się również syknąć na znak cierpienia.
Dźwięki rozpływają się i brzmią niczym kojąca muzyka. Nagle wszystko milknie, czuję ukłucie i znowu tulą mnie obłoki.
Zapewne dostałam morfalinę i leki nasenne. Od utracenia świadomości dzielą mnie chwile. Nawet jakbym chciała, to nie mogę zapobiec przynajmniej kilku godzinnego "snu". Bezsilność. Chyba tylko ona potrafi w zaskakująco szybkim tempie doprowadzić do łez i rozpaczy.
Pierwsze co czuję po przebudzeniu to ciepłe usta na czole i  łzy. Uchylam powoli oczy i widzę zarys twarzy i średniej długości blond włosy. Peeta. Zaciskam palce na jego dłoni, a drugą ocieram łzy spływające po jego policzku.
-Już wszystko dobrze- szepcze Peeta.
-Wiem -odpowiadam bez namysłu.
W tle słychać pikanie maszyny, która pokazuje moje tętno.
Rozglądam się po pokoju i widzę Haymitcha i pielęgniarkę w różowym kitlu. Nie ma nikogo innego. Nie ma mojej mamy, Gale'a...
Pielęgniarka powoli dołącza niektóre rurki, po czym pomaga mi usiąść na wózku. Kiedy wyjeżdżamy, a Peeta chce iść za mną, Haymitch go zatrzymuje i każe zostać.
Chwilę się wyrywa i krzyczy, jednak ustępuje.
Jadę korytarzami, które są w  nienagannym stanie. Widać, że dopiero co po remoncie, czy czymś w tym stylu.
Po badaniach sama jadę do sali. Zatrzymuję się tuż przed drzwiami. Słyszę krzyki. Krzyki Haymitcha i Peety.
Kiedy zbliżam się do drzwi, raptownie się otwierają i wychodzi na pięcie Haymitch. Jest wkurzony jak nigdy. Nawet nie zwraca na mnie uwagi.
Zaglądam przez otwarte drzwi do sali i widzę Peetę. Stoi przy półce i czegoś szuka w szufladach. Nagle wyjmuje przezroczystą buteleczkę, czyta etykietkę i odkręca. Wącha płyn po czym bierze spory łyk.
Spanikowana podjeżdżam do niego i krzyczę:
-PEETA!
Odwraca się posyłając butelkę na ziemię. Rozpryskuje się na kawałki. Czuje woń alkoholu. No tak, bo co innego mogło być w tej buteleczce, jak nie alkohol do odkarzania ran. Przecież to szpital.
-Katniss, to nie tak...
-To niby jak? - mówię podirytowanym głosem.
-Katniss, ja...- przerywa i milczy.
-ODPOWIADAJ! - krzyczę . W moim głosie nie słychać złości, tylko troskę. Ja się po prostu martwię.
-Katniss, wracamy na arenę.

1 komentarz:

  1. Czekam na kolejny rozdzial =)
    zapraszam do komentowania i obserwowania ---> martiiijejcuda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń